smok

 
...

 
THORGAL - EWOLUCJA RYSUNKU

 
      Wielki sukces i niesłabnąca wśród kolejnych pokoleń czytelników, popularność „Thorgala” to w równym stopniu zasługa znakomitego scenariusza Jeana Van Hamme’a, jak i rewelacyjnej kreski Grzegorza Rosińskiego. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasz rodak zalicza się dziś do ścisłej światowej czołówki twórców rysunku realistycznego w komiksie. Trudno nie być pod wrażeniem rozmachu i swobody z jaką Rosiński operuje kreską, jak umiejętnie potrafi tchnąć życie w kreowane wespół z Van Hamme’em postacie, nadać tymże postaciom swoisty charakter, przekazać czytelnikowi emocje bohaterów, bezbłędnie naszkicować nastrój i klimat chwili. Listę komplementów pod adresem rysunków Grzegorza Rosińskiego moglibyśmy mnożyć. Chciałbym jednak w niniejszym tekście zwrócić uwagę na nieco inny aspekt w „Thorgalowej” twórczości Mistrza.
    Tytułem wstępu do podjętej przeze mnie próby krótkiej analizy ilustracyjnej strony „Thorgala”, chciałbym zaznaczyć, iż celem moim nie jest ocena jakości czy wartości artystycznej dzieła, co pozostawiam czytelnikom, a jedynie zwrócenie uwagi na ewolucję jakiej uległ rysunek i graficzna strona przygód naszego szlachetnego bohatera.
    Nie ma chyba bowiem wśród wiernych fanów Thorgala Aegirssona, zwłaszcza tych, śledzących systematycznie jego przygody, od chwili gdy po raz pierwszy ukazały się one na polskim (lub nie tylko) rynku księgarskim, osób, które nie zauważyły pewnych minimalnych, choć widocznych różnic między rysunkiem i jego techniką w pierwszych albumach serii, a zeszytach późniejszych. Zmiany te są już szczególnie widoczne w przygodach rysowanych w latach 90-tych, a dotyczą dwóch płaszczyzn, które postaram się poniżej wskazać.
    Po raz pierwszy zacząłem spostrzegać pewne zmiany w ilustracjach „Thorgala” śledząc wyprawę bohaterów do Krainy QA, a w swoim przekonaniu utwierdziłem się czytając kolejne albumy serii, zwłaszcza, iż na bieżąco wracałem do wcześniejszych części epopei.
   Niech za przykład posłużą nam pierwsze i ostatnie zeszyty historii. Taka konfrontacja pozwoli w miarę wyraźnie dostrzec różnicę, o której zaraz powiem. Zacznijmy od rysunków przedstawiającej portrety głównych bohaterów – Thorgala i Aricii. Spójrzmy na następujące wybrane przykładowo ilustracje:
  • „Zdradzona Czarodziejka” – zbliżenie na Thorgala str.8, 9, 21, 47 (KAW ’88)
  • „Wyspa wśród lodów” – str. 8, 36, 37 (KAW ’88)
  • oraz
  • „Błękitna zaraza” – str. 31, 38 (Egmont ‘01)
  • „Królestwo pod piaskiem” – str.12, 15, 32 (Egmont ‘02)
  • „Barbarzyńca” –str. 12,14,21,23 (Egmont ’03)
  Odrzućmy oczywiście różnice wynikające z wieku Thorgala (w końcu mamy tu kilkanaście lat różnicy). To co urzekło mnie w pierwszych albumach to miękka, swobodna kreska. Linie wyznaczające zarys twarzy, włosów są, płynne, autor kładzie cienie w sposób niezwykle dokładny, przywiązując dużą uwagę do szczegółów (str.47 „Zdradzonej...”. Dla porównania twarz Thorgala z ostatnich albumów zatraca gdzieś swój łagodny kontur, można odnieść wrażenie ze autor rysuje go w sposób automatyczny, szybki. Kreska traci swoją płynność, w stosunku do ilustracji wcześniejszych częściej występują linie proste, łamane, krótkie.
   Podobną ewolucję zauważymy w postaci Aaricii. Spójrzmy na dwie grupy rysunków:
  •  „Zdradzona Czarodziejka” – str.4, 5 (KAW ’88)
  •  „Wyspa wśród lodów” – str. 3, 5 (KAW ’88)
  • oraz
  • „Błękitna zaraza” – str. 10, 35 (Egmont ‘01)
     Tutaj sytuacja powtarza się. W przypadku żony Thorgala, zmiana najwidoczniejsza jest w przypadku jej pięknych blond włosów. Fryzura „wcześniejszej” Aaricii promieniuje lekkością, układa się łagodnie bądź delikatnie faluje na wietrze. Linie stanowiące kontury włosów są miękkie, subtelniejsze, oddają cały urok i wdzięk postaci. Aaricia z następnych albumów, zwłaszcza ostatnich powoli acz systematycznie traci tą cechę. Włosy dziewczyny, choć bujne, sprawiają na odbiorcy wrażenie „wyrzeźbionych z kamienia” (str.35 ”Błękitnej zarazy”), Rosiński dość ostro zaznacza obrys głowy, co daje efekt pewnego rodzaju monumentalności, wyraźnego wyeksponowania postaci w stosunku do otaczającego ją tła. Czy kosztem „świeżości” i atrakcyjności ? - zostawiam pod ocenę czytelników.
     Problem powyższy dotyczy zresztą wszystkich postaci pojawiających się w przygodach Thorgala. Sprawa otwartą i dyskusyjną jest natomiast, czy rysunki te są mniej staranne, mniej dokładne od poprzednich, czy jest to po prostu celowy, przemyślany zabieg autora.
      Artystycznymi majstersztykami Grzegorza Rosińskiego, które, szczególnie zapadają w pamięć czytelników, i które moim zdaniem stanowią kwintesencję talentu Mistrza, są słynne ilustracje przenikających się, łączonych scen tworzących swoisty kolaż postaci czy też obrazów uchwyconych w specyficzną rysunkową „stop-klatkę”. Sztandarowym przykładem pierwszego z tych zabiegów jest oczywiście walka z Baaldami w albumie „Zdradzona czarodziejka” obraz o niesamowitej sile wyrazu, ekspresji i dynamice, gdzie na tle twarzy Slivii, Thorgal i Gandalf toczą śmiertelny bój. Kolejny przykład to scena, w której Bjorn ku przerażeniu Thorgala zabija Władcę Trzech Orłów („Wyspa wśród lodów”), gdzie Rosiński na jednej ilustracji przedstawił trzy oddalone od siebie postacie w niezwykle istotnym momencie akcji, co bez wątpienia nadaje obrazowi emocjonalny ładunek tej konkretnej, ważnej z punktu widzenia dalszych wydarzeń, chwili. Manewr kolażu zastosował Rosiński również w albumach „Czarna Galera”, gdzie Thorgal w czasie nocnej przejażdżki dosiada swego wierzchowca, „Łucznicy”, przedstawiający turniejowe zmagania czy „Oczy Tanatloca” obrazujący gorączkowe wizje Thorgala. Ciekawym zabiegiem rysunkowym jest również wspomniane przeze mnie uchwycenie w jednym lub kilku „oknach” tej samej postaci w następujących po sobie kolejnych ujęciach, co daje interesujący efekt „ciągłości” obrazu. Przykładowo: Scena z „Rajskiej Groty”- Thorgal spadający z Furalem w przepaść, Karshan D’urizen wchłaniany po otwarciu bramy wody w albumie „Trzech starców z krainy Aran, skok Thorgala do wody z wieży w tym samym albumie, pogoń za galerą Pana Trzech Orłów (Wyspa wśród lodów), czy Thorgal mierzący się z Ewingiem w „Czarnej galerze”.
     Zauważmy, że w miarę upływu rysowania nowych albumów podobnych ilustracji jest coraz mniej, autor wyraźnie odchodzi od tej konwencji. Kwestia ta poruszana była zresztą w 2001 roku na Festiwalu Komiksu w Łodzi, w rozmowie z twórcą „Thorgala”. O ile dobrze pamiętam, a nie chciałbym przekręcić jego wypowiedzi, zapytany o przyczynę takich zmian, Grzegorz Rosiński stwierdził, iż ilustrując „Thorgala” stara się przede wszystkim stawiać na przejrzysty, jasny i wyraźny, nie budzący wątpliwości przekaz swoich rysunków, wspominając równocześnie o sytuacjach, kiedy to wspomniane wyżej sceny kolaży, były odbierane przez część czytelników, w co trudno uwierzyć, w sposób dosłowny!!!
    Chciałbym, przytaczając powyższe spostrzeżenia, zaznaczyć, iż zmiany jakie zauważyłem nie są regułą, nie oznaczają radykalnej zmiany w sposobie tworzenia komiksu przez Grzegorza Rosińskiego, starałem się jedynie wybrać jaskrawe przykłady aby „wyłapać” tendencję w stronę której, moim zdaniem, powoli ewoluuje rysunek w przygodach Thorgala. Z pewnością część fanów Aegirsona nie zgodzi się z moją opinią, a część znajdzie jeszcze inne różnice, o których nie wspomniałem. Bezspornym jest natomiast, iż „Thorgal” wciąż cieszy się olbrzymią przychylnością, co dowodzi, że pojawiające się zmiany rysunku w żaden sposób nie wpłynęły na jego mocną pozycję na światowym rynku komiksów.


  ...  Autor:  Marcin Głuszak

 
strona główna|publikacje

 

smok