ROSIŃSKI - VAN HAMME
Thorgal
Słuszne Treści

 
Thorgal

 

 Wraz z kapitanem Żbikiem łapał złodziei. Z Hansem Klossem wygrywał wojnę z Niemcami. Z Thorgalem odkrywał świat fantazy. Grzegorz Rosiński, jeden z najwybitniejszych europejskich twórców komiksu, uważa, że gatunek ten wciąż ma przyszłość.
 
CKM: Czy koniec XX wieku to dobry czas dla komiksu?
Grzegorz Rosiński: Jak najbardziej. O jego przyszłość nie mam żadnych obaw. Nie sprawdziły się te wszystkie twierdzenia, że telewizja albo gry wideo zniszczą komiks, odbiotą mu czytelników.

CKM: Jak wygląda współczesny komiks w porównaniu z tym sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat?
G. Rosiński: Oczywiście jest inny. Przystosowany do mentalności współczesnego odbiorcy. Ale zarówno teraz, jak i w latach 60., czy przed wojną, powstawały i powstają dobre, pomysłowe komiksy. Nie można stwierdzić, że teraz robi się rzeczy lepsze lub gorsze niż wtedy.

CKM: Kiedy w 1968 roku rysował pan "Kapitana Żbika", komiks w polsce nazywany był "diabelskim medium", a tak zwani poważni twórcy warażali się o jego rysunkach z lekceważeniem. Jak pan wspomina tamte czasy?
G. Rosiński: W tamtym paranoicznym systemie wszystko budziło strach, łącznie z komiksem. Jedyną racją bytu były więc słuszne treści, które ten komiks miał przekazywać. To, że mnie lekceważono, nie uważano za artystę, tylko mnie stylulowało. Zawsze byłem takim typem buntownika. Jak stado szło na lewo, ja szedłem na prawo. I odwrotnie.

CKM: Czy identifikował się pan ze słusznymi treściami "Kapitana Żbika"?
G. Rosiński: Zawsze byłem za słusznymi treściami. Nigdy nie byłem za przemocą gratisową, za debilnym, mechanicznym seksem, za deprawacją młodzieży. Wszystko inne jest jak najbardziej słuszne. Kapitan Żbik łapał złodzieja. Pod tym mogę się podpisać. Tam nic innego nie było. Nie było tam za grosz polityki. Po prostu historia kryminalna.

CKM: Skąd wziął się pomysł na "Thorgala"?
G. Rosiński: W latach 70. nawiązałem współpracę z Jeanem Van Hamme'em On mi zaufał, zaczął pisać mi scenariusze. Komiks miał być drukowany cyklicznie w belgijskiej gazecie. Trzeba więc było wymyślić coś, co bez przeszkód przeszłoby granicę. Nie mogło być takiej sytuacji, że jakiś celnik dojrzy tam coś niesłusznego. I po kolei zaczęliśmy eliminować różne tematy. Poprosiłem Jeana, żeby nie było tam żadnych politycznych aluzji, żadnego seksu, tego wszystkiego, co mogło wydać się komuś kontrowersyjne. "Thorgal" narodził się więc z aktu... eliminacji. Został czysty człowiek ze swoimi wadami i słabościami, broniący zasad moralnych, rodziny. I był jak na tamte czasy postacią bardzo orginalną.

CKM: Kolejny pana słynny komiks - "Szninkiel"-zainspirowany był Biblią...
G. Rosiński: Tak. To jest Nowy Testament na naszą modłę. Od początku miała to być fikcja teologiczna. Musieliśmy podejść do sprawy bardzo ostrożnie. W wydawnictwach często spotyka się bardzo surową cenzurę religijną. I tak jest w większości krajów, niezależnie od wyznania. Podobno nad "Szninkielem" moi wydawcy debatowali całą noc, nie mogąc się zdecydować, czy warto w to wchodzić. Nie zapominajmy, że był to czas nagonki na "Ostatnie kuszenie Chrystusa" Martina Scorsesee i "Szatańskie wersety" Salmana Rushdiego.

CKM: Czy podoba się panu manga?
G. Rosiński: Z technicznego punktu widzenia jest to bardzo dobrze robiony komiks. Ale nie do końca do mnie dociera. To nie nasza kultura. Japończycy próbują nam to coś narzucić. A wydaje mi się, że piwinno być odwrotnie - to my winniśmy być dla nich wzorem. Popularność mangi w Polsce wynika przede wszystkim z ogromnego głodu, zapotrzebowania na obraz. W polsce właściwie nie było do tej pory kultury obrazkowej z prawdziwego zdarzenia. U nas nie ma tradycji rysowania.

CKM: Widział pan mangę o księciu Poniatowskim?
G. Rosiński: Nie. Ja mam alergię na komiksy, które oparte są na faktach, chcą oddać jakąś prawdę historyczną. W kinie to się sprawdza, w komiksie nie. Komiks to jest fikcja. To jest tworzenia nowych światów w sposób na tyle wiarygodny, by ludzie uznali, iż zdarzyło się to naprawdę.

CKM: Czy pana zdaniem w komiksie dopuszczalne jest tak duże natężenie przemocy i brutalnego seksu, jak to ma miejsce w niektórych mangach?
G. Rosiński: Ja mogę mówić tylko za siebie. Czuję ogromną odpowiedzialność rysując. I to mnie powstrzymuje od epatowania seksem i przemocą. Wytworzyłem w sobie swoistą autocenzurę i przez nią przechodzą wszystkie moje pomysły. Doskonale rozumiem te wszystkie protesty, z jakimi spotykają się choćby filmy w rodzaju "Natural Born KIlers". Chodzi mi o bezmyślne wykorzystywanie przemocy czy seksu. Bo można to przecież wykorzystać artystycznie. Ważna jest świadomość pewnej odpowiedzialności twórcy. Nie wierzę w teorię oczyszczającego wpływu brutalności w mediach.

CKM: Co uważa pan za swoje największe dokonanie?
G. Rosiński: Dla mnie dużym sukcesem jest już fakt, że rysuję, że mogę to robić. Nikt mnie za to nie gani. Nikt mnie o to nie oskarża. Dlatego jestem tu i teraz. Ale  nie myślę o tym, co zrobiłem. Myślę o tym, co jeszcze zrobię. Rozpoczołem pracę nad jubileuszowym, dwudziestym piątym albumem o Thorgalu. Teraz tym żyję. W trakcie jest realizacja filmu animowanego, na podstawie moich rysunków... Nie tracę czasu na rozmyślania w rodzaju: kim jestem, dokąd zmierzam.

CKM: A czego możemy się spodziewać po tym XXV albumie?
G. Rosiński: Jak zwykle znakomitego scenariusza. Mój partner Van Hamme nie bez przesady jest uważany za najwibitniejszego obecnie europejskiego scenarzystę. Jeżeli chodzi o akcję - uciekamy tu z gór i północnej Europy. Żeby trochę odetchnąć, przenosimy się do Afryki. Będzie co oglądać.


 

...  CKM -  [Nr 5(11) maj 1999]
...  Z Grzegorzem Rosiński rozmawiał Maciej Wesołowski
...  Był jeszcze krótki życiorys G. Rosińskiego + zdjęcie jego osoby oraz parę rysunków  z komiksu "Szninkiel"
...  Przygotował: Przemek Strugalski :-)

 
strona główna | publikacje