ROSIŃSKI - VAN HAMME
Thorgal
Błękitna zaraza

 
Rosinski

 
 
 
Wywiad z Grzegorzem Rosińskim po premierze "Błękitnej zarazy"

Grzegorz Rosiński jest (zresztą jak sam twierdzi) jak wulkan. Spokojna powierzchowność, kogoś kto ukrywa się długo pod grubą skorupą, a zapalczywe wnętrze.

 
W "Błękitnej zarazie" widać zmianę kreski, stylu rysowania. Jak określa pan swoją ewolucję graficzną ?

 
G.R.  Na mój gust jest ona (ewolucja) jeszcze za wolna. Muszę przyznać, często jestem konfrontowany z moją chęcią do zmian, do nowości. Ale czytelnicy oczekują ode mnie, że narysuję Thorgala tak jak jest on znany "od zawsze" . A więc próbuję sprawić przyjemność, respektując oczekiwania wszystkich moich czytelników. Istnieje ważna różnica między scenarzystą a rysownikiem: gdy seria osiągnęła dobry poziom i pewną płynność, prosi się scenarzystę o wymyślanie nieustannie nowych, zaskakujących historii ... natomiast od rysownika oczekuje się, aby nie ewoluował. Istnieje więc swoisty paradoks u mnie między tą chęcią respektowania mojego zaangażowania względem tych, którzy lubią Thorgala takiego jak dotychczas i moją potrzebą do nowych horyzontów graficznych.

 
Jak pan żyje z tym paradoksem artystycznym ?

 
Na dwa sposoby. Pracując zróżnicowanie nad Thorgalem na początek. Szukam w efekcie coraz więcej spontaniczności. Rysuję coraz mniej, szkicuję po prostu na planszy bardziej oszczędnie, zostawiając i rezerwując więcej miejsca na niespodzianki (mniej zaplanowane rysunki - "lżejsze pióro" ). Jest to sposób, aby nie zdać się po prostu tylko na ołówek, lecz zostawić więcej miejsca na instynkt. Inny sposób kierowania tym paradoksem, to możliwość kierowania się innymi, nowymi emocjami, kilka niewierności graficznych względem Thorgala. Przykładem niech będzie moja współpraca z Jeanem Dufaux i "Lament Zaginionych Ziem"

 
Co odpowiesz na stwierdzenie tych, którzy widzą u pana "zbyt nerwową" kreskę ?

 
Nie lubię detali, zbytnich drobiazgów w komiksach. To co ludzie oczekują od albumu to ujęcie generalnie emocji, impresji ruchu, akcji. Nie mają oni czasu na analizowanie planszy pod lupą. Nasza epoka opiera się w głównej mierze na szybkości. I to jest to, co chcę uwydatnić w moich rysunkach. Do dzisiaj znajduję dużą przyjemność w tym, że kiedy jestem w swojej pracowni, uwielbiam brać olbrzymie arkusze i rysować z rozmachem. Uwielbiam odnajdywać prostą przyjemność z tego rozmachu.

 
Czy próbował pan już rozpatrywać zmianę techniki? Próbować na przykład prostych kolorów?

 
Tworzyłem w prostych kolorach przez lata, w Polsce. To nie byłaby więc właściwie dla mnie żadna nowość. I, jak zrozumiałem, że niektórzy rysownicy znajdują nowy powiew adoptując tę technikę, wiem że modyfikacje które chciałbym wnieść do mojego stylu są głębsze niż zwykła praca z kolorami. To co chcę, to próbować rzeczy radykalnie różnych.

 
Thorgal jest osobowością która ewoluuje, która starzeje się, która podróżuje i którego rodzina się rozwija. Czy to pozytywny punkt w pańskiej chęci zmian?

 
W rzeczy samej. Nie rozważałem innych rzeczy. Od zawsze miałem potrzebę, aby identyfikować się z moim bohaterem. I on się robi taki jak ja sam się zmieniam, starzeję się. Dopóki czas przechodzi przeze mnie, jest też ważne by przechodził i przez Thorgala. Wierzę, że nie pozwalam sobie na to, by rysować świata nietykalnego, bohaterów bez wieku i bez rodziny. Identyfikuję się również z pejzażami, drzewami, skałami, zwierzętami.

 
Jak przebiega pańska praca z Jean Van Hamme'm. w tej dziedzinie ? Czy przedstawia pan jemu często swoje oczekiwania, życzenia dotyczące grafiki?

 
Mówi się dużo, to jasne. Ale proszę go przede wszystkim, aby mnie zaskoczył ( zadziwił). Potrzebuję ciągłej zabawy. I jak Jean zna mnie dobrze, wie jak sprawić mi przyjemność. Przy "Arachnei" zostawił mi wolną rękę, jeśli chodzi o stworzenie tej kreatury i innych pokrewnych temu spraw. Przy "Błękitnej zarazie" zostawił mi kilka postaci specjalnych jeśli chodzi o ich fizyczność. To wielka przyjemność tworzenia fizjonomii, wymyślonych kostiumów.

 
Czy interweniuje pan w większe koncepcje scenariusza ?

 
Zupełnie nie. Nigdy nie mieszam się w pracę Jeana. To jego teren działania i daję mu tam totalną wolność. Mam do niego zupełne zaufanie. Daję mu wolne pole dla historii, a ja ją strzegę dla rysunku. Wierzę, że jest to najlepsza forma pracy.

 
Jean Van Hamme daje od czasu do czasu zgodę na pańskie życzenia w tworzonej historii. Na początku "Błękitnej zarazy" jest na przykład zniknięcie Muffa , psa Jolana.

 
Jestem dość emocjonalny w mojej pracy. I Muff był inspirowany moim własnym psem. Jak ten ostatni zginął nie miałem już więcej ochoty, aby go rysować, gdyż przypominało mi to złe wspomnienia związane z jego odejściem.

 
Z "Arachneą" i "Błękitną zarazą" zastosował pan tzw. ''one shot ''. Czy jest to dla pana inny rodzaj przyjemności?

 
Czy jest to robienie dla przyjemności, nie wiem. Pewne jest to, że Thorgal jest serią która powinna być przedstawiana w podobnym duchu, jako kontynuacja. Wierzę że seria ma swój prosty, czysty rytm. Jest dobrze czasem, zostawić czytelnikowi możliwość ponownego zaczerpnięcia oddechu. I jeśli niektórzy krytycy mogą myśleć, że ten czy inny album jest słabszy niż poprzednie, to przede wszystkim dlatego, że historia tego chce. To staje się niemożliwe by wyobrazić sobie serię, która trwa przez 25 lat, i która wciąż dostarcza przygód coraz to silniejszych i spektakularnych. Trzeba więc czasami rzeczy bardziej intymnych, zróżnicowanych emocji, albumów spokojniejszych, które przygotowują "następną falę". W tym sensie, historie typu "one shot" , są dobrą rzeczą. Pozwalają odetchnąć historii.

 
Jak odbiera pan opinie innych na temat swojej pracy?

 
Lubię krytykę. Potrzebuję krytyki; ona pozwala mi się wznosić, stawiać sobie pytania. Lecz trzeba zaznaczyć, że musi być ona sprecyzowana i poparta argumentami. Powiedziano mi kiedyś, że rysuję zbyt duże głowy. Zabrałem się więc za analizowanie moich plansz i doszedłem do wniosku, że to była prawda. Szybko skorygowałem problem. Ale jeśli mówi mi się : "ostatni album jest zły", bez podania innych wyjaśnień, tego ja nie rozumiem. Jest to prawie normalne, że niektórzy kończą tylko na postrzeganiu wad czy błędów. Trzeba więc, aby sprecyzowali, co chcieliby, bym zmienił...

 

 ...  Źródło www.lombard.com
 ...  Tłumaczenie z francuskiego Agnieszka Matuszak,
 ...  opracował Maciej Matuszak
strona główna | publikacje | indeks tytułów