|
Kriss de Valnor: oto jesteś!
A propos powrotu Kriss de Valnor...
Jean Van Hamme: "Postanowiłem wrócić do tej postaci po wielu latach i albumach
nieobecności, bo bardzo pasjonuje mnie w powieściach, które czytam,
i scenariuszach, które piszę: wina i zadośćuczynienie. Kriss de Valnor to
postać, której od samego początku, razem z Grzegorzem, uwielbialiśmy
nienawidzić, żeby powtórzyć sformułowanie Hitchcocka. Od jej pojawienia sie
w »Łucznikach«, ta piękna i cyniczna wojowniczka stała się naszą »Milady«.
Powtarzam to bez żadnej skromności: jest to jedna z najbardziej udanych
»złych« kobiet w komiksie."
Jean Van Hamme: "Jej sadystyczny wygląd na okładce nowego albumu dokładnie
odpowiada roli, która została jej przeznaczona w opowieści. Kriss de Valnor
też jest więźniarką, ale udało się jej wywalczyć przywództwo grupy skazańców
i zyskać przychylność władz. Mówiąc krótko - kapo.
Czuję do Kriss de Valnor afekcję, bo jest ona jednocześnie przesadna,
sfrustrowana i lekko niezrównoważona. Jest jednocześnie pod wpływem miłosnej
pasji, którą wywołuje w niej Thorgal, i nienawiści, spowodowanej odrzuceniem
przez niego jej pragnienia. Powoduje to, że jest mniej gładka, niż tradycyjni
bohaterowie, a tym samym bardziej intrygująca."
Jean Van Hamme: "Zdarzało się nam wyprawiać Thorgala w podróże,
mające formę okręgu, pętli. Kilka razy spowodowało to powstanie epizodów,
opisujących przejście między dwoma ważnymi etapami.
Nowy album jest moim zdaniem jednym z najbardziej nieoczekiwanych
i najmocniejszych w całej serii. A na pewno jest jednym z tych, które mi
się, jak sądzę, najlepiej udały. Jestem z niego nawet całkiem dumny!
Dodatkowo, powrót Kriss de Valnor wiązał się z rozpętaniem żywiołów
na skalę, która musiała przypaść do gustu Rosińskiemu..."
Grzegorz Rosiński: "To prawda, to była prawdziwa przyjemność. Natura jest
w tym albumie niemal wszechobecna i wszechmocna. Van Hamme wie,
że lubię rysować grę żywiołów i tym razem naprawdę miałem frajdę.
Szczeliny w masywach górskich, sceny podziemne i kopalniane, sztorm,
miałem co robić. Pejzaż jest dla mnie odrębnym elementem narracyjnym.
Przede wszystkim staram się być wiarygodny. Kiedy rysuję morską falę,
to chcę, żeby czytelnik poczuł na skórze bryzę. Tak samo z najmniejszym
kamieniem: chciałbym, żeby czytelnik czuł jego szorstkość. To też taki mój
sposób na podróżowanie."
Kriss de Valnor: okrutna, piękna i fascynująca...
Grzegorz Rosiński: "Na jej obronę trzeba powiedzieć, że ma bardzo silną
osobowość. Jest to też jej sposób na przetrwanie w tym okrutnym świecie.
Przyznajmy też, że postać bezwstydnie zła wywołuje zawsze w czytelniku
pewną specyficzną fascynację. Takie zło nie musi być zresztą ludzkie;
może to być potwór, bóg, żywioł... Musi ono być narysowane we właściwy
sposób, by to popychało opowieść do przodu i pasowało do reszty.
Ja się skupiam na elementach narracyjnych, niezależnie od tego, czy chodzi
o postać czy zwykły kamień."
Z cienia ku światłu!
Grzegorz Rosiński: "To prawda, że na początku niektóre kadry były całkowicie
czarne. Podczas ich realizacji myślałem o takich malarzach jak Malewicz,
o tym, co futuryści określali mianem »zera form«. Oczywiście, w komiksie
forma jest drugorzędna... Treść - czyli w tym przypadku narracja - musi wieść
prym. Unikam nadmiernie dekoracyjnej stylizacji, która jest często obecna
w komiksach. Rysowanie pięknych obrazków dla pięknych obrazków...
Wolę niuansować rzeczy, nawet tworząc kadry mniej »ładne«, może mniej
doskonałe, ale przekoszące jakąś emocję, jakieś uczucie."
Źródło www.lombard.com
Przetłumaczył z j. franc. i opracował: Blażej
Droba korekta: Maciej Matuszak
|
|